lba blog

Twój nowy blog

1. Pedał wbity w ziemię – dosłownie i w przenośni.
    / Taipei – gdzieś przy ścieżce rowerowej /


2. Shwartz, mydło i powidło. Czy coś tu nie gra? .. czy tylko mi to nie pasuje…
    / Taipei – jakiś sklepik na dworcu głównym /


3. Przejście surowo wzbronione! (niedotyczy personelu)
    / Jinguashih /


4. Kamień do testowania i rozgrzewania świdra
    / Jinguashih – była kopalania złota /


5. Typowe ludowe klapki trzyosobowe
    / Jioufen /


6. Buciki dla piesunia, żeby mu łapki nie ubrudziły się:D
    / Dan Shui /


7. Tradycyjny strój zamiatacza ulic. Szczególną uwagę proszę zwrócić na jego ochronno-obronny kapelusik! ;)
    / Dan Shui /

   

1. I wszystko jasne.
    / Dan Shui, ale wszędzie tego pełno /


2. Permamentna inwigilacja
    / Jinguashih /


3. Gdyby ktoś chciał po schódkach na rowerze – ścieżka rowerowa zakończyła się barierką, tabliczką i ostrymi schodami o szerokosci 1 metra
    / Taipei /


4. Brzmi swojsko? Pytanie: skąd się ta nazwa wzieła? Może google?
    / Jioufen /

Ponieważ miało to miejsce 2 tygodnie temu, a dokładniej 21
lutego tj. w sobotę, czyli dosyć dawno, a pamięć ludzka to rzecz ulotna, nie
wspominając o tym że już późno, a mi się po prostu nie chce, napiszę tylko
tyle. Byliśmy na nagraniu jednego z odcinków tajwańskiej edycji Idola.

Uwagi moje i spostrzeżenia:

- Masówa. Ilość zawodników która brała udział w odcinku (28*)
ile już wcześniej przeszło dalej.. i ilość osób, która w tym odcinku odpadła
(3) świadczy o tym., że Tajwańczycy naprawdę lubią śpiewać i ten program będzie
trwał jakiś rok :D

- Jury. Niby jadą po uczestnikach (mimo braku zrozumienia
mandaryśnkiego – wiem to!), ale puszczają ich dalej.. show musi trwać. Są
panami łączącymi niebo z ziemią – cisza – nikt nie ośmieli się zabuczeć,
odpyskować, cokolwiek! (był wyjątek) – w Polsce by to nie przeszło :P

- Tandeta. Nigdy bym nie przypuszczał, że dekoracje telewizyjne
są aż tak papierowe, tak taśmą połatane, tak uszkodzone. Wywołuje to na początku
zażenowanie – gdzie ja jestem? – potem strach – czy to się na pod nimi nie
zawali? – a potem się okazuje że w TV wygląda to całkiem całkiem.

- Brzydkie słowa. Z Adamem przeprowadziliśmy pewną prowokację.
Niestety nie słychać nas krzyczących na widowni w ramach oklasków i ogólne
uwielbienia.

- Pościelówy. Hipoteza Adama – nie da się śpiewać niczego
innego po mandaryńsku, bo wypada się z tonów i język staje się bełkotem. Taka
to romantyczna nacja:)

    * Tak, program trwał 3 godziny, a nagranie 5.

A teraz czas na foty i filmy:

1. Nasza ekipa wyznawców Benji’ego (bo żeby wejść trzeba być
fanem!). Benji był zapewniony przez Austryjaka pewnego, który był kolegą
Tajwanki (która podaje się za Australijkę) i mieszka na 2 piętrze naszego akademika,
i zaprosiła nas w ramach supportu wyżej wzmiankowanego Benji’ego. Proste? (MY = Film = minuta 6:42)

2. Prowadząca (a raczej prowadzący :P) i nasz ukochany Benji (Benji = film = minuta: 4:30)

3. Śpiewająca dziewczynka. Prawda że ma krzywe nogi? :P

Kupiłem sobie rower. Kosztował 40zł. Ma dwa koła – trochę zardzewiałe,
siodełko i kierownicę. Ma też hamulce – nie do końca sprawne, ale zawsze:)

„A jak to tak, że tak tanio to?” – zapyta ktoś z gości
szanownych.

A bo miał miejsce tutaj targ rowerów, które porzucone gdzieś
na kampusie były, albo zarekwirowano je za złe parkowanie i nie odebrane w terminie
zostały. Zgromadzono je otóż w jednym miejscu i dnia 24 lutego roku bieżącego
sprzedano. Brygada nasza w kolejce stanęła już o 5 rano, co by najpiękniejsze*
sztuki wybrać (ceny wszystkich jednośladów takie same były, jakość różna- po prostu,
kto pierwszy ten lepszy!). No i tyle historii tej.

A oto i mój cichobieg w pełniej okazałości:

 

czyli koncert muzyki pochodzącej z gier komputerowych, granej
przez Tajpejską Orkiestrę Symfoniczną. Miał on miejsce w piątek 20 lutego.
Zgromadziło się sporo ludzi, a jeszcze więcej nerdów*. Wykonano kawałki między
innymi z Mario, Legend of Zelda, Diablo 3, WoW, Final Fantasy VII, Halo 3. Ale
nie będę zanudzał faktami – o szczegółach tutaj.

Jednakże moim skromnym zdaniem, event trochę naciągany. Niby
wszystko fajnie, ale czegoś bark. Za dużo w tym wszystkim gadania, konkursów i
podlizywania się publiczności przez ojca prowadzącego, która z racji swej (w
większości) nerdowości nie dawała się porwać byle gadce szmatce. Co jeszcze…
wspomnieć trzeba, że muzyka, jako pochodząca z gier nie nadaje się na koncerty
plenerowe, pobawić się przy czymś takim ciężko, a przekrój przez cały gatunek
powoduje pewnego rodzaju miszmasz nie służący jej kontemplacji.

Pomimo tych wszystkich wad, były to 2 godziny naprawdę
dobrej muzyki, a niektóre utwory po prostu wgniatały w ziemię. Wartało to
przeżyć i tego doświadczyć, było to naprawdę coś ciekawego.

Na deser 3 foty:

  1. Widownia – cała masa śmiesznych ludzi*

  2. Człowiek będący elementem gry Space Invaders i orkiestra
przygrywająca mu do potyczki


  3. Znak naszych czasów – koniec z zapalniczkami, czas na
komóreczki

  

Dlaczego w przystani nie wolno śmiecić?
    /Przystań w Kawloon/

Dodam tylko że 1 HK$ to około 0,50 PLN
 

Tai O – mała wioska (największa na wyspie Lantau,
należącej do terytoriów Hong Kongu), w której oprócz mizernej (czyt. typowej)
chińskiej zabudowy wiejskiej można zobaczyć domy zbudowane nad wodą na palach.
Chociaż w sumie domy, to za duże słowo, właściwszym byłoby określenie: kartony jednorodzinne.
Dodam jeszcze, że w celach ekologiczno-higienicznych domowe toalety zostały
zastąpione jedną dużą publiczną lądową.

Na deser jednoosobowa świątynia z grilem gratis. Prawdopodbnie taoistyczna.. jednakże nikt tego pewnym nie jest.


 

W pierwszym odcinku tego cyklu, Adam zajmie się tematyką
Japonek. Swoje spostrzeżenia opiera o doświadczenia swojego uprzedniego pobytu w Japonii i okolicach:)

Japonka zamknięta Japonka otwarta

  

 

Czyli cykl, jak sama nazwa wskazuje, poświęcony azjatyckiej
myśli technicznej.

1. Bo wieś jest wsią, ale porządek przede wszystkim!
    /napotkane w Tai O, niedaleko Hong
Kongu/

2. Gdyby komuś się w locie telefon rozładował – ładowarka publiczna.
    /Pekin/

3. Jednorazowe kartoniki na wodę, ale prawdopodobnie kompatybilne
również z alkoholem.
    /Pekin/

4. Sok mandarynkowy….słony. Tak Gdyby kogoś uszyło.
   
/Macau/

5. Jeśli rusztowania, to tylko z bambusa. Ani w Hong Kongu, ani
w Kawloon niestosuje się niczego innego. No i wspomnieć należy o tym, że 20 pięter
czegoś takiego to nic szczególnego!
   
/Kawloon/

A teraz czas na zagadki!

6.  Co robi kilka
tysięcy filipinek każdej niedzieli w Hong Kongu w przytulnych kartonach? Czeka
na pociąg? Na przesiedlenie lub deportację? Nie! Otóż jest piknik filipińskich
opiekunek do dzieci! Należy wspomnieć, że to wspaniałe wydarzenie okraszone jest
wspólnym gotowaniem czy strzyżeniem się. :P
   
/Hong Kong/

7. Jak zmieścić na powierzchni o wymiarach 1,2m na 1,2m
kabinę prysznicową, umywalkę i ubikację? Europejczyk powiedziałby, że to nie
możliwe- nic bardziej mylnego. Wystarczy nie myśleć liniowo! Najpierw całą
powierzchnię zabudowujemy kabiną prysznicową a pozostałe elementy umieszczamy w
niej. Prawda że łatwe?
   
/Chungking mansion,
Kawloon/

 

Brygada

Brak komentarzy

Z AE jest nas radosna czwórka: Basia, Ola, Adam i Ja.

Razem przebyliśmy drogę z Gliwic przez Frankfurt nad Menem,
Pekin, Hong Kong i Macau do Taipei. Razem trochę się nam zdarzyło pozwiedzać i
pewnie jeszcze się zdarzy;)

Oto kolejno: Basia, Ola, Adam i ja.

  1. Macau – każdy każdemu na forcie
  

  
2. Randomowe sytuacja
  

 


  • RSS