W Dan Shui wybudowano swego czasu most. Nie byłoby w tym nic
nadzwyczaj dziwnego, gdyby nie fakt, że znajduje się on nad malutką przystanią,
w której niczego nie ma, łącząc molo, które jest jednocześnie falochronem z
niczym nie wyróżniającym się nabrzeżem tejże przystani. Most jest ładny, estetyczny i zgodny z najnowszymi trendami
w budowie mostów. Ma ze sto kilkadziesiąt metrów długości. Jest również dosyć wysoki. Jest atrakcją turystyczną, która co weekend przyciąga
kilkanaście tysięcy ludzi, do miasteczka, które się niczym nie wyróżnia-
położonego na północ od Taipei, nad Morzem Południowo Chińskim. Miasteczko ma
też nocny targ – nastawiony na turystów głównie. I tak biznes się kręci: most przyciąga ludzi, którzy po jego
zwiedzeniu kręcą się po nocnym targu kupując i jedząc to i owo, tworząc
turystyczny klimat w zupełnie zwykłym miejscu, a potem zachęcając do tego
samego znajomych.

Do czego zmierzam? Do dwóch rzeczy mianowicie.
Po pierwsze: nie wszystko co na tej wyspie jest, jest tak
naprawdę warte zwiedzenia. A nawet, idąc dalej… mało co…
A po drugie: tajwańczyk potrafi uprawiać marketing
turystyczny, pytanie tylko: dlaczego w Polsce jest taka partyzantka? QQ

Mostq we włsnej osobie:

…i z profilu:

I kilka innych zdjęć:

1. Przewodniczki na tropie:

2. Nocny targ


 

3. Stylowo pomalowany budynek mieszkalny. Na uwagę zasługuję również z tego względu, że jest CZYSTY.