Bo generalnie chodzi o to, że trzeba mieć co najmniej tuzin zdjęć z najpiękniejszym wschodem słońca w tle. A delektowanie się czymś takim, jak obserwacja samego wschodu jest dla mięczaków, nie wspominając o tym, że jest bardzo NIE chińskie! No!
A oto i słońce, co wzeszło. Sam proces wyłaniania się zza horyzontu obserwowałem bacznie i na własne oczy. Przy okazji nauczyłem się robić zdjęcia, na których słońce zostało „gwiazdą”.
Aby obowiązków stało się zadość: Alishan to park widokowy, w którym można znaleźć drzewa pamiętające poprzednią erę. Sam park położony jest na wysokości 2500m n.p.m., otoczony prawie-czterotysięcznikami.
[więcej zdjęć: tutaj]
Tagi: zwiedzanie
skomentuj (0)
Na NTU (moim uniwerku tutejszym) działa podobno ponad tysiąc klubów. Klub to takie coś, co skupia ludzi lubujących się w podobnym zajęciu. Porównać to można do naszcy organizacji studenckich, kół naukowych itp. Różnica jest jednak znacząca pomiędzy tym co znane z polskich uczelni. Tutaj klubem może być grupa znajomych lubiąca np. czytać wspólnie Biblię, hodować kozy, czy grać w cymbergaja.
Jest też klub kaligrafii. Można się tam trenować w sztuce pisania chińskich literek. To niesamowita szkoła dyscypliny i cierpliwości. W życiu nie przypuszczałbym, że tak trudne może być pociągnięcie prostej poziomek „kreski”. Nie wspominając już o tym, że sama kreska, kresce nie jest równa, bo tych można naliczyć kilka rodzajów.
Zdarza mi się chodzić na ich spotkania, co piątek. Nie powiem, ciekawe doświadczenie.
Zdjęcia poniższe pochodzą z wernisażu tego właśnie klubu,
który odbył się zeszłym tygodniem.
[więcej zdjęć tutaj]
![]() |
![]() |
Tagi: uczelnia, życie w taipei
skomentuj (0)
Miał podobno przyjść dzisiaj, a nie przyszedł. I znowu są 33 stopnie celsjusza, całkowite zachmurzenie i 80% wilgotności. A to dopiero początek lata.
Swoją drogą, jak powiedziała moja nauczycielka chińskiego: "tajfun i porządne trzęsienie ziemi to coś, co trzeba przeżyć". Właśnie! Słowo: przeżyć, wydaje się kluczowym.
Tagi: życie w taipei
skomentuj (1)
Dwa i pół tygodnia po powrocie, już na zimno, już z dystansu – piszę! Będzie kilka części, bo oczywiście nie-mam-czasu.
1. Dżungla
Wciąga i fascynuje. Skrzeczy i wyje. Szumi i jęczy. Jest jak
mgła pełna dźwięków, która przelewa się przez płoty, balustrady i okna, której
nie zatrzymają żadne drzwi. Nocą jest jak otchłań. Jest wszędzie. I wiesz, po
prostu wiesz, że coś na Ciebie patrzy…
2. Życie w dżungli
Zajmuje każdą dostępną niszę. Wszystko zjada wszystko. Liczy
się tylko przetrwanie i bezwzględna skuteczność.
Przekonał się o tym pewien mały i wychudzony kotek. Łaził tu i ówdzie po ganku naszego hostelu (w Batat) i okolicznych zakamarkach. Gdzieś poszedł. Po pół godzinie wrócił we krwi, ze śladami zębów i pazurów na grzbiecie. Zdarza się. Ciekawe czy wyżył…
3. Życie i przedsiębiorczość w Manili (kolejna dżungla)
Zajmuje każdą przestrzeń, każdy zakątek miasta, każdą możliwą aktywność. Każdy kto ma wolę walki, chęć przeżycia- walczy, sprzedaje, produkuje, przewozi… cokolwiek!
Masz kawałek piwnicy koło dworca autobusowego? Genialnie! Otwórz tam kibel dla podróżnych. I już zarabiasz! Kasujesz po 2 peso za siku i 5 peso za kupkę. Oczywiście marketing bardzo wskazany. Możesz zachwalać swoje miejsce np. tak: „It is very, very, but very clean! Come and pee!”
4. Kible
Papier, po co komu papier toaletowy? System składa się z:
- kibelka, taka miniaturowa muszla klozetowa, koniecznie bez
deski i bez spłuczki oczywiście
- wiadro duże, do którego doprowadzony jest kranik z wodą,
- nabierak pływający sobie chyżo w wiadrze dużym.
Jak tego używać?
… oprócz tego, że zło które wyjdzie z nas zalewa się obficie
w celu spłukania... to nie wiem. Miałem papier, dobrze mi z tym.
Tagi: o życiu, zwiedzanie, filipiny
skomentuj (0)
Z Filipin już wróciłem. Przeżyłem wiele... a słowo „przeżyłem” jest najwłaściwszym, bo o przeżycie tutaj chodzi, podróżując np. trycyklem w 6 osób, w środku nocy przez dżunglę, drogą wijącą się po wzgórzach… Dobra, więcej na razie nie powiem. Uporządkuję zdjęcia najpierw. Potem podzielę się wrażeniami. A wszystko w odcinkach poświęconych kolejnym etapom podróży.
A teraz, w między czasie, prezentuję lepszą połowę mojego pokoju. Tą w której mieszkam. Druga jest pusta, bo współlokatora jak nie miałem tak nie mam... i już mieć pewnie nie będę.
I zbliżenie na pewien bardzo szczególny element wystroju. Możliwość promocji Polski możliwa tylko i wyłącznie za sprawką Dzifkanatu Przenajświętszego:)
Tagi: inne, życie w taipei
skomentuj (0)
Jutro (a w zasadzie już dzisiaj) rozpocznie się wyprawa na Filipiny!
Będzie ciepło! Będzie słonecznie! I mam nadzieję.. będzie okazja do pobyczenia się na plaży:P
O wszystkim na pisze po powrocie oczywiście.. bo niewiadomo czy w trakcie uda się na tyle do komputera dostać.. chociaż w sumie akurat to jest sprawą drugorzędną. Bo ważniejszym jest, czy chciałoby mi się pisać coś, zamiast np. leżeć na plaży;]
Dość gadania. Wracam do pakowania.
A dla fanów Filipinów i Filipinek mam coś takiego:
Tagi: przygody i wydarzenia
skomentuj (0)
1. Szkoda czasu na moczenie kija
/ przystań w jakimś miasteczku nad Sun Moon Lake /

2. Po prostu budzi sympatię
/ przystań w jakimś miasteczku nad Sun Moon Lake /

3. Wszystkiego pięknego z okazji śniadania!
/ przystań w jakimś miasteczku nad Sun Moon Lake /

4. Zrobiona w pokojówkę?
/ Taichung /
5. Bo to dobre jedzenie jest!
/ Taichung /

6. A na deser, prawdziwy HIT! - Cokolwiek.
/ Taichung /
Tagi: znaki i tablice
skomentuj (0)
W Dan Shui wybudowano swego czasu most. Nie byłoby w tym nic nadzwyczaj dziwnego, gdyby nie fakt, że znajduje się on nad malutką przystanią, w której niczego nie ma, łącząc molo, które jest jednocześnie falochronem z niczym nie wyróżniającym się nabrzeżem tejże przystani. Most jest ładny, estetyczny i zgodny z najnowszymi trendami w budowie mostów. Ma ze sto kilkadziesiąt metrów długości. Jest również dosyć wysoki. Jest atrakcją turystyczną, która co weekend przyciąga kilkanaście tysięcy ludzi, do miasteczka, które się niczym nie wyróżnia- położonego na północ od Taipei, nad Morzem Południowo Chińskim. Miasteczko ma też nocny targ – nastawiony na turystów głównie. I tak biznes się kręci: most przyciąga ludzi, którzy po jego zwiedzeniu kręcą się po nocnym targu kupując i jedząc to i owo, tworząc turystyczny klimat w zupełnie zwykłym miejscu, a potem zachęcając do tego samego znajomych.
Do czego zmierzam? Do dwóch rzeczy mianowicie.
Po pierwsze: nie wszystko co na tej wyspie jest, jest tak
naprawdę warte zwiedzenia. A nawet, idąc dalej... mało co...
A po drugie: tajwańczyk potrafi uprawiać marketing
turystyczny, pytanie tylko: dlaczego w Polsce jest taka partyzantka? QQ
Mostq we włsnej osobie:
...i z profilu:
I kilka innych zdjęć:
1. Przewodniczki na tropie:
2. Nocny targ
3. Stylowo pomalowany budynek mieszkalny. Na uwagę zasługuję również z tego względu, że jest CZYSTY.
Tagi: zwiedzanie
skomentuj (1)
Jest taka teoria o szoku kulturowym. Mówi ona o czterech
jego etapach, a konkretnie o: fascynacji, irytacji, adaptacji i pełnym
przystosowaniu. Obecnie przechodzę, chociaż może odpowiedniejszymi słowami byłyby:
"znajduje się" w fazie drugiej. Mam też przedziwne wrażenie, że już w niej
pozostanę. Niemniej, nie zamierzam wylewać tutaj swoich żalów wprost…
Przedstawię jednak pewną wizję, pewne marzenie, tak zwiewne
i ulotne, tak mistyczne i misterne, że wszystko co szeptem nie jest może je
zniszczyć i w pył przemienić. Idea ta, bo ideą trzeba to nazwać, zrodziła się podczas rozmowy z
Cycaszkiem na gg, który siedząc to na wymianie w Egipcie podobne przeżywa bóle.
Oto i Idea!
Stwórzmy kraj!
Ale żeby pobudzić najpierw zmysły, zacznijmy od wyobrażenia sobie woni nagich, spoconych, brudnych arabów, palących shishe w dusznym i małym pomieszczonku na tyłach kafejki. Aby pieszczoty zmysłów było więcej idźmy dalej! Dorzućmy do tego sos sojowy, tofu i kupę ryb? Załóżmy, że kupa ryb to wszystko co z morza wyciągnięte zostało, kiedyś żyło, teraz już nie żyje.
Dalej! Wprowadzimy tam wszystkich żuli świata, niech będzie to taki tygiel międzykulturowy- kupa arabów, kupa chińczyków, kupa ryb i ciapaci i murzyni i Zielony (niczym wisienka na torcie).
I w tym tyglu będą się warzyć wszystkie zapachy.
I musi być ciepło.
I bez klimy.
I żeby psy i koty tam szczały.
I tanie neony i prąd będzie, żeby wszystko napieprzało kolorami, światłami i dźwiękiem.
I komary.
I dla każdego skuter bez tłumika i z wielkim klaksonem.
I jeszcze beczkę kiszonej kapusty jako odświeżacz do powietrza.
I szczerbatego dziada bez nogi co sprzedaje chusteczki za rogiem (z tym że brudne).
I pogrzebowe ciężarówki z grajkami na pace, całe w kwiatach oczywiście.
Niech będą tylko dziury do srania zamiast ubikacji i kosze na zużyty papier (taki element białoruski).
To jeszcze nie wszystko!
Niech wszyscy mieszkają w przynajmniej trzydziestopiętrowych blokach, wybudowanych ściana w ścianę. Na klatce każdego będą spać żule, a dzieci będą sikać w piwnicy. Na strychach będą gołębniki i wszystko będzie oblepione ptasimi odchodami (specjalnie dla fanów Krakowa).
Niech będą hałdy i bieda szyby. Niech zakłady pozamykane od czterdziestu lat się walą i straszą.
I PGR*!
A w nim hodowla małży bo to pięknie pachnie
i wielkie suszarnie glonów
I starzy ludzie, którzy z niekrytym rozrzewnieniem wspominają jak to pięknie było za komuny.
I milicja w dużych fiatach.
I jeszcze rzeźnie w bocznych i brudnych uliczkach.
I wielbłądy.
I krowy na ulicach.
I szczurów dużo.
I ciapanych.
I dzieci, które będą się bawić zdechłymi szczurami…
… a potem je jeść.
I pociąg, w którym można spotkać wszystkich i wszystko- zarówno w środku jak i na dachu.
I wozy zrobione z byle czego ciągnięte przez małe osiołki.
I wszędzie walające się śmieci z fast foodow i puszki po coli.
I brak kanalizacji, a zamiast tego szambiarki jeżdżące tu i tam, ciągnięte przez zdezelowane traktory albo muły.
Amen.
I świat nabiera kolorów…
P.S. (*) specjalnie dla fanów PGRów.
Żniwa w Bieganowie '73
Tagi: o życiu, życie w taipei
skomentuj (1)
1. Pedał wbity w ziemię - dosłownie i w przenośni.
/ Taipei - gdzieś przy ścieżce rowerowej /
2. Shwartz, mydło i powidło. Czy coś tu nie gra? .. czy tylko mi to nie pasuje...
/ Taipei - jakiś sklepik na dworcu głównym /
3. Przejście surowo wzbronione! (niedotyczy personelu)
/ Jinguashih /
4. Kamień do testowania i rozgrzewania świdra
/ Jinguashih - była kopalania złota /
5. Typowe ludowe klapki trzyosobowe
/ Jioufen /
6. Buciki dla piesunia, żeby mu łapki nie ubrudziły się:D
/ Dan Shui /
7. Tradycyjny strój zamiatacza ulic. Szczególną uwagę proszę zwrócić na jego ochronno-obronny kapelusik! ;)
/ Dan Shui /
Tagi: wynalazki
skomentuj (0)
1. I wszystko jasne.
/ Dan Shui, ale wszędzie tego pełno /
2. Permamentna inwigilacja
/ Jinguashih /
3. Gdyby ktoś chciał po schódkach na rowerze - ścieżka rowerowa zakończyła się barierką, tabliczką i ostrymi schodami o szerokosci 1 metra
/ Taipei /
4. Brzmi swojsko? Pytanie: skąd się ta nazwa wzieła? Może google?
/ Jioufen /
Tagi: znaki i tablice
skomentuj (0)
Ponieważ miało to miejsce 2 tygodnie temu, a dokładniej 21 lutego tj. w sobotę, czyli dosyć dawno, a pamięć ludzka to rzecz ulotna, nie wspominając o tym że już późno, a mi się po prostu nie chce, napiszę tylko tyle. Byliśmy na nagraniu jednego z odcinków tajwańskiej edycji Idola.
Uwagi moje i spostrzeżenia:
- Masówa. Ilość zawodników która brała udział w odcinku (28*) ile już wcześniej przeszło dalej.. i ilość osób, która w tym odcinku odpadła (3) świadczy o tym., że Tajwańczycy naprawdę lubią śpiewać i ten program będzie trwał jakiś rok :D
- Jury. Niby jadą po uczestnikach (mimo braku zrozumienia mandaryśnkiego – wiem to!), ale puszczają ich dalej.. show musi trwać. Są panami łączącymi niebo z ziemią – cisza – nikt nie ośmieli się zabuczeć, odpyskować, cokolwiek! (był wyjątek) – w Polsce by to nie przeszło :P
- Tandeta. Nigdy bym nie przypuszczał, że dekoracje telewizyjne są aż tak papierowe, tak taśmą połatane, tak uszkodzone. Wywołuje to na początku zażenowanie – gdzie ja jestem? – potem strach – czy to się na pod nimi nie zawali? – a potem się okazuje że w TV wygląda to całkiem całkiem.
- Brzydkie słowa. Z Adamem przeprowadziliśmy pewną prowokację. Niestety nie słychać nas krzyczących na widowni w ramach oklasków i ogólne uwielbienia.
- Pościelówy. Hipoteza Adama – nie da się śpiewać niczego innego po mandaryńsku, bo wypada się z tonów i język staje się bełkotem. Taka to romantyczna nacja:)
* Tak, program trwał 3 godziny, a nagranie 5.
A teraz czas na foty i filmy:
1. Nasza ekipa wyznawców Benji’ego (bo żeby wejść trzeba być fanem!). Benji był zapewniony przez Austryjaka pewnego, który był kolegą Tajwanki (która podaje się za Australijkę) i mieszka na 2 piętrze naszego akademika, i zaprosiła nas w ramach supportu wyżej wzmiankowanego Benji’ego. Proste? (MY = Film = minuta 6:42)
2. Prowadząca (a raczej prowadzący :P) i nasz ukochany Benji (Benji = film = minuta: 4:30)
3. Śpiewająca dziewczynka. Prawda że ma krzywe nogi? :P
Tagi: przygody i wydarzenia
skomentuj (2)
Kupiłem sobie rower. Kosztował 40zł. Ma dwa koła – trochę zardzewiałe, siodełko i kierownicę. Ma też hamulce – nie do końca sprawne, ale zawsze:)
„A jak to tak, że tak tanio to?” - zapyta ktoś z gości szanownych.
A bo miał miejsce tutaj targ rowerów, które porzucone gdzieś na kampusie były, albo zarekwirowano je za złe parkowanie i nie odebrane w terminie zostały. Zgromadzono je otóż w jednym miejscu i dnia 24 lutego roku bieżącego sprzedano. Brygada nasza w kolejce stanęła już o 5 rano, co by najpiękniejsze* sztuki wybrać (ceny wszystkich jednośladów takie same były, jakość różna- po prostu, kto pierwszy ten lepszy!). No i tyle historii tej.
A oto i mój cichobieg w pełniej okazałości:
Tagi: przygody i wydarzenia, życie w taipei
skomentuj (1)
czyli koncert muzyki pochodzącej z gier komputerowych, granej przez Tajpejską Orkiestrę Symfoniczną. Miał on miejsce w piątek 20 lutego. Zgromadziło się sporo ludzi, a jeszcze więcej nerdów*. Wykonano kawałki między innymi z Mario, Legend of Zelda, Diablo 3, WoW, Final Fantasy VII, Halo 3. Ale nie będę zanudzał faktami - o szczegółach tutaj.
Jednakże moim skromnym zdaniem, event trochę naciągany. Niby wszystko fajnie, ale czegoś bark. Za dużo w tym wszystkim gadania, konkursów i podlizywania się publiczności przez ojca prowadzącego, która z racji swej (w większości) nerdowości nie dawała się porwać byle gadce szmatce. Co jeszcze… wspomnieć trzeba, że muzyka, jako pochodząca z gier nie nadaje się na koncerty plenerowe, pobawić się przy czymś takim ciężko, a przekrój przez cały gatunek powoduje pewnego rodzaju miszmasz nie służący jej kontemplacji.
Pomimo tych wszystkich wad, były to 2 godziny naprawdę dobrej muzyki, a niektóre utwory po prostu wgniatały w ziemię. Wartało to przeżyć i tego doświadczyć, było to naprawdę coś ciekawego.
Na deser 3 foty:
1. Widownia – cała masa śmiesznych ludzi*2. Człowiek będący elementem gry Space Invaders i orkiestra przygrywająca mu do potyczki


Tagi: przygody i wydarzenia
skomentuj (0)
Dlaczego w przystani nie wolno śmiecić?
/Przystań w Kawloon/

Dodam tylko że 1 HK$ to około 0,50 PLN
Tagi: wynalazki, znaki i tablice
skomentuj (0)