Alishan’ski zawrót głowy 2009-05-24 15:51:13

Bo generalnie chodzi o to, że trzeba mieć co najmniej tuzin zdjęć z najpiękniejszym wschodem słońca w tle. A delektowanie się czymś takim, jak obserwacja samego wschodu jest dla mięczaków, nie wspominając o tym, że jest bardzo NIE chińskie! No!

A oto i słońce, co wzeszło. Sam proces wyłaniania się zza horyzontu obserwowałem bacznie i na własne oczy. Przy okazji nauczyłem się robić zdjęcia, na których słońce zostało „gwiazdą”.

Aby obowiązków stało się zadość: Alishan to park widokowy, w którym można znaleźć drzewa pamiętające poprzednią erę. Sam park położony jest na wysokości 2500m n.p.m., otoczony prawie-czterotysięcznikami.

[więcej zdjęć: tutaj]

Tagi: zwiedzanie

skomentuj (0)

Literki malując 2009-05-24 12:18:22

Na NTU (moim uniwerku tutejszym) działa podobno ponad tysiąc klubów. Klub to takie coś, co skupia ludzi lubujących się w podobnym zajęciu. Porównać to można do naszcy organizacji studenckich, kół naukowych itp. Różnica jest jednak znacząca pomiędzy tym co znane z polskich uczelni. Tutaj klubem może być grupa znajomych lubiąca np. czytać wspólnie Biblię, hodować kozy, czy grać w cymbergaja.

Jest też klub kaligrafii. Można się tam trenować w sztuce pisania chińskich literek. To niesamowita szkoła dyscypliny i cierpliwości. W życiu nie przypuszczałbym, że tak trudne może być pociągnięcie prostej poziomek „kreski”. Nie wspominając już o tym, że sama kreska, kresce nie jest równa, bo tych można naliczyć kilka rodzajów.

Zdarza mi się chodzić na ich spotkania, co piątek. Nie powiem, ciekawe doświadczenie.

Zdjęcia poniższe pochodzą z wernisażu tego właśnie klubu, który odbył się zeszłym tygodniem.
[więcej zdjęć tutaj]

Tagi: uczelnia, życie w taipei

skomentuj (0)

Tajfun 2009-05-15 09:57:17

Miał podobno przyjść dzisiaj, a nie przyszedł. I znowu są 33 stopnie celsjusza, całkowite zachmurzenie i 80% wilgotności. A to dopiero początek lata.

Swoją drogą, jak powiedziała moja nauczycielka chińskiego: "tajfun i porządne trzęsienie ziemi to coś, co trzeba przeżyć". Właśnie! Słowo: przeżyć, wydaje się kluczowym.

 

Tagi: życie w taipei

skomentuj (1)

Filipiny, kilka myśli – część 1 2009-05-05 20:46:39

Dwa i pół tygodnia po powrocie, już na zimno, już z dystansu – piszę! Będzie kilka części, bo oczywiście nie-mam-czasu.

1. Dżungla
Wciąga i fascynuje. Skrzeczy i wyje. Szumi i jęczy. Jest jak mgła pełna dźwięków, która przelewa się przez płoty, balustrady i okna, której nie zatrzymają żadne drzwi. Nocą jest jak otchłań. Jest wszędzie. I wiesz, po prostu wiesz, że coś na Ciebie patrzy…

2. Życie w dżungli
Zajmuje każdą dostępną niszę. Wszystko zjada wszystko. Liczy się tylko przetrwanie i bezwzględna skuteczność.

Przekonał się o tym pewien mały i wychudzony kotek. Łaził tu i ówdzie po ganku naszego hostelu (w Batat) i okolicznych zakamarkach. Gdzieś poszedł. Po pół godzinie wrócił we krwi, ze śladami zębów i pazurów na grzbiecie. Zdarza się. Ciekawe czy wyżył…

3. Życie i przedsiębiorczość w Manili (kolejna dżungla)
Zajmuje każdą przestrzeń, każdy zakątek miasta, każdą możliwą aktywność. Każdy kto ma wolę walki, chęć przeżycia- walczy, sprzedaje, produkuje, przewozi… cokolwiek!

Masz kawałek piwnicy koło dworca autobusowego? Genialnie! Otwórz tam kibel dla podróżnych. I już zarabiasz! Kasujesz po 2 peso za siku i 5 peso za kupkę. Oczywiście marketing bardzo wskazany. Możesz zachwalać swoje miejsce np. tak: „It is very, very, but very clean! Come and pee!”

4. Kible
Papier, po co komu papier toaletowy? System składa się z:
- kibelka, taka miniaturowa muszla klozetowa, koniecznie bez deski i bez spłuczki oczywiście
- wiadro duże, do którego doprowadzony jest kranik z wodą,
- nabierak pływający sobie chyżo w wiadrze dużym.

Jak tego używać?
… oprócz tego, że zło które wyjdzie z nas zalewa się obficie w celu spłukania... to nie wiem. Miałem papier, dobrze mi z tym.

Tagi: o życiu, zwiedzanie, filipiny

skomentuj (0)

Teraz Polska! [w międzyczasie] 2009-04-21 17:37:35

Z Filipin już wróciłem. Przeżyłem wiele... a słowo „przeżyłem” jest najwłaściwszym, bo o przeżycie tutaj chodzi, podróżując np. trycyklem w 6 osób, w środku nocy przez dżunglę, drogą wijącą się po wzgórzach… Dobra, więcej na razie nie powiem. Uporządkuję zdjęcia najpierw. Potem podzielę się wrażeniami. A wszystko w odcinkach poświęconych kolejnym etapom podróży.

A teraz, w między czasie, prezentuję lepszą połowę mojego pokoju. Tą w której mieszkam. Druga jest pusta, bo współlokatora jak nie miałem tak nie mam... i już mieć pewnie nie będę.

I zbliżenie na pewien bardzo szczególny element wystroju. Możliwość promocji Polski możliwa tylko i wyłącznie za sprawką Dzifkanatu Przenajświętszego:)

Tagi: inne, życie w taipei

skomentuj (0)

Filipiny, the preludium 2009-04-02 20:40:00

Jutro (a w zasadzie już dzisiaj) rozpocznie się wyprawa na Filipiny!
Będzie ciepło! Będzie słonecznie! I mam nadzieję..  będzie okazja do pobyczenia się na plaży:P

O wszystkim na pisze po powrocie oczywiście.. bo niewiadomo czy w trakcie uda się na tyle do komputera dostać.. chociaż w sumie akurat to jest sprawą drugorzędną. Bo ważniejszym jest, czy chciałoby mi się pisać coś, zamiast np. leżeć na plaży;]

Dość gadania. Wracam do pakowania.

A dla fanów Filipinów i Filipinek mam coś takiego:

Tagi: przygody i wydarzenia

skomentuj (0)

Znaki i tablice - część 3 2009-03-27 17:35:46

1. Szkoda czasu na moczenie kija
    / przystań w jakimś miasteczku nad Sun Moon Lake /

2. Po prostu budzi sympatię
    / przystań w jakimś miasteczku nad Sun Moon Lake /

3. Wszystkiego pięknego z okazji śniadania!
    / przystań w jakimś miasteczku nad Sun Moon Lake /

4. Zrobiona w pokojówkę?
    / Taichung /

5. Bo to dobre jedzenie jest!
    / Taichung /

6. A na deser, prawdziwy HIT! - Cokolwiek.
    / Taichung /

Tagi: znaki i tablice

skomentuj (0)

na Mostq 2009-03-27 17:11:56

W Dan Shui wybudowano swego czasu most. Nie byłoby w tym nic nadzwyczaj dziwnego, gdyby nie fakt, że znajduje się on nad malutką przystanią, w której niczego nie ma, łącząc molo, które jest jednocześnie falochronem z niczym nie wyróżniającym się nabrzeżem tejże przystani. Most jest ładny, estetyczny i zgodny z najnowszymi trendami w budowie mostów. Ma ze sto kilkadziesiąt metrów długości. Jest również dosyć wysoki. Jest atrakcją turystyczną, która co weekend przyciąga kilkanaście tysięcy ludzi, do miasteczka, które się niczym nie wyróżnia- położonego na północ od Taipei, nad Morzem Południowo Chińskim. Miasteczko ma też nocny targ – nastawiony na turystów głównie. I tak biznes się kręci: most przyciąga ludzi, którzy po jego zwiedzeniu kręcą się po nocnym targu kupując i jedząc to i owo, tworząc turystyczny klimat w zupełnie zwykłym miejscu, a potem zachęcając do tego samego znajomych.

Do czego zmierzam? Do dwóch rzeczy mianowicie.
Po pierwsze: nie wszystko co na tej wyspie jest, jest tak naprawdę warte zwiedzenia. A nawet, idąc dalej... mało co...
A po drugie: tajwańczyk potrafi uprawiać marketing turystyczny, pytanie tylko: dlaczego w Polsce jest taka partyzantka? QQ

Mostq we włsnej osobie:

...i z profilu:

I kilka innych zdjęć:

1. Przewodniczki na tropie:

2. Nocny targ

 

3. Stylowo pomalowany budynek mieszkalny. Na uwagę zasługuję również z tego względu, że jest CZYSTY.

Tagi: zwiedzanie

skomentuj (1)

Etap drugi… i ostatni? 2009-03-24 19:18:55

Jest taka teoria o szoku kulturowym. Mówi ona o czterech jego etapach, a konkretnie o: fascynacji, irytacji, adaptacji i pełnym przystosowaniu. Obecnie przechodzę, chociaż może odpowiedniejszymi słowami byłyby: "znajduje się" w fazie drugiej. Mam też przedziwne wrażenie, że już w niej pozostanę. Niemniej, nie zamierzam wylewać tutaj swoich żalów wprost…
Przedstawię jednak pewną wizję, pewne marzenie, tak zwiewne i ulotne, tak mistyczne i misterne, że wszystko co szeptem nie jest może je zniszczyć i w pył przemienić. Idea ta, bo ideą trzeba to nazwać, zrodziła się podczas rozmowy z Cycaszkiem na gg, który siedząc to na wymianie w Egipcie podobne przeżywa bóle.

Oto i Idea!

Stwórzmy kraj!

Ale żeby pobudzić najpierw zmysły, zacznijmy od wyobrażenia sobie woni nagich, spoconych, brudnych arabów, palących shishe w dusznym i małym pomieszczonku na tyłach kafejki. Aby pieszczoty zmysłów było więcej idźmy dalej! Dorzućmy do tego sos sojowy, tofu i kupę ryb? Załóżmy, że kupa ryb to wszystko co z morza wyciągnięte zostało, kiedyś żyło, teraz już nie żyje.

Dalej! Wprowadzimy tam wszystkich żuli świata, niech będzie to taki tygiel międzykulturowy- kupa arabów, kupa chińczyków, kupa ryb i ciapaci i murzyni i Zielony (niczym wisienka na torcie).

I w tym tyglu będą się warzyć wszystkie zapachy.

I musi być ciepło.

I bez klimy.

I żeby psy i koty tam szczały.

I tanie neony i prąd będzie, żeby wszystko napieprzało kolorami, światłami i dźwiękiem.

I komary.

I dla każdego skuter bez tłumika i z wielkim klaksonem.

I jeszcze beczkę kiszonej kapusty jako odświeżacz do powietrza.

I szczerbatego dziada bez nogi co sprzedaje chusteczki za rogiem (z tym że brudne).

I pogrzebowe ciężarówki z grajkami na pace, całe w kwiatach oczywiście.

Niech będą tylko dziury do srania zamiast ubikacji i kosze na zużyty papier (taki element białoruski).


To jeszcze nie wszystko!

Niech wszyscy mieszkają w przynajmniej trzydziestopiętrowych blokach, wybudowanych ściana w ścianę. Na klatce każdego będą spać żule, a dzieci będą sikać w piwnicy. Na strychach będą gołębniki i wszystko będzie oblepione ptasimi odchodami (specjalnie dla fanów Krakowa).

Niech będą hałdy i bieda szyby. Niech zakłady pozamykane od czterdziestu lat się walą i straszą.

I PGR*!

A w nim hodowla małży bo to pięknie pachnie

i wielkie suszarnie glonów

I starzy ludzie, którzy z niekrytym rozrzewnieniem wspominają jak to pięknie było za komuny.

I milicja w dużych fiatach.

I jeszcze rzeźnie w bocznych i brudnych uliczkach.

I wielbłądy.

I krowy na ulicach.

I szczurów dużo.

I ciapanych.

I dzieci, które będą się bawić zdechłymi szczurami…

… a potem je jeść.

I pociąg, w którym można spotkać wszystkich i wszystko- zarówno w środku jak i na dachu.

I wozy zrobione z byle czego ciągnięte przez małe osiołki.

I wszędzie walające się śmieci z fast foodow i puszki po coli.

I brak kanalizacji, a zamiast tego szambiarki jeżdżące tu i tam, ciągnięte przez zdezelowane traktory albo muły.

 

Amen.

I świat nabiera kolorów…

 

P.S. (*) specjalnie dla fanów PGRów.

Żniwa w Bieganowie '73

Tagi: o życiu, życie w taipei

skomentuj (1)

Azjatyckie wynalazki - część 2 2009-03-08 20:47:49

1. Pedał wbity w ziemię - dosłownie i w przenośni.
    / Taipei - gdzieś przy ścieżce rowerowej /

2. Shwartz, mydło i powidło. Czy coś tu nie gra? .. czy tylko mi to nie pasuje...
    / Taipei - jakiś sklepik na dworcu głównym /

3. Przejście surowo wzbronione! (niedotyczy personelu)
    / Jinguashih /

4. Kamień do testowania i rozgrzewania świdra
    / Jinguashih - była kopalania złota /

5. Typowe ludowe klapki trzyosobowe
    / Jioufen /

6. Buciki dla piesunia, żeby mu łapki nie ubrudziły się:D
    / Dan Shui /

7. Tradycyjny strój zamiatacza ulic. Szczególną uwagę proszę zwrócić na jego ochronno-obronny kapelusik! ;)
    / Dan Shui /
   

Tagi: wynalazki

skomentuj (0)

Znaki i tablice - część 2 2009-03-08 20:21:52

1. I wszystko jasne.
    / Dan Shui, ale wszędzie tego pełno /

2. Permamentna inwigilacja
    / Jinguashih /

3. Gdyby ktoś chciał po schódkach na rowerze - ścieżka rowerowa zakończyła się barierką, tabliczką i ostrymi schodami o szerokosci 1 metra
    / Taipei /

4. Brzmi swojsko? Pytanie: skąd się ta nazwa wzieła? Może google?
    / Jioufen /

Tagi: znaki i tablice

skomentuj (0)

Idol, to brzmi dumnie 2009-03-08 19:37:14

Ponieważ miało to miejsce 2 tygodnie temu, a dokładniej 21 lutego tj. w sobotę, czyli dosyć dawno, a pamięć ludzka to rzecz ulotna, nie wspominając o tym że już późno, a mi się po prostu nie chce, napiszę tylko tyle. Byliśmy na nagraniu jednego z odcinków tajwańskiej edycji Idola.

Uwagi moje i spostrzeżenia:

- Masówa. Ilość zawodników która brała udział w odcinku (28*) ile już wcześniej przeszło dalej.. i ilość osób, która w tym odcinku odpadła (3) świadczy o tym., że Tajwańczycy naprawdę lubią śpiewać i ten program będzie trwał jakiś rok :D

- Jury. Niby jadą po uczestnikach (mimo braku zrozumienia mandaryśnkiego – wiem to!), ale puszczają ich dalej.. show musi trwać. Są panami łączącymi niebo z ziemią – cisza – nikt nie ośmieli się zabuczeć, odpyskować, cokolwiek! (był wyjątek) – w Polsce by to nie przeszło :P

- Tandeta. Nigdy bym nie przypuszczał, że dekoracje telewizyjne są aż tak papierowe, tak taśmą połatane, tak uszkodzone. Wywołuje to na początku zażenowanie – gdzie ja jestem? – potem strach – czy to się na pod nimi nie zawali? – a potem się okazuje że w TV wygląda to całkiem całkiem.

- Brzydkie słowa. Z Adamem przeprowadziliśmy pewną prowokację. Niestety nie słychać nas krzyczących na widowni w ramach oklasków i ogólne uwielbienia.

- Pościelówy. Hipoteza Adama – nie da się śpiewać niczego innego po mandaryńsku, bo wypada się z tonów i język staje się bełkotem. Taka to romantyczna nacja:)

    * Tak, program trwał 3 godziny, a nagranie 5.

A teraz czas na foty i filmy:

1. Nasza ekipa wyznawców Benji’ego (bo żeby wejść trzeba być fanem!). Benji był zapewniony przez Austryjaka pewnego, który był kolegą Tajwanki (która podaje się za Australijkę) i mieszka na 2 piętrze naszego akademika, i zaprosiła nas w ramach supportu wyżej wzmiankowanego Benji’ego. Proste? (MY = Film = minuta 6:42)

2. Prowadząca (a raczej prowadzący :P) i nasz ukochany Benji (Benji = film = minuta: 4:30)

3. Śpiewająca dziewczynka. Prawda że ma krzywe nogi? :P

Tagi: przygody i wydarzenia

skomentuj (2)

Bordowy wehikuł 2009-02-26 14:02:52

Kupiłem sobie rower. Kosztował 40zł. Ma dwa koła – trochę zardzewiałe, siodełko i kierownicę. Ma też hamulce – nie do końca sprawne, ale zawsze:)

„A jak to tak, że tak tanio to?” - zapyta ktoś z gości szanownych.

A bo miał miejsce tutaj targ rowerów, które porzucone gdzieś na kampusie były, albo zarekwirowano je za złe parkowanie i nie odebrane w terminie zostały. Zgromadzono je otóż w jednym miejscu i dnia 24 lutego roku bieżącego sprzedano. Brygada nasza w kolejce stanęła już o 5 rano, co by najpiękniejsze* sztuki wybrać (ceny wszystkich jednośladów takie same były, jakość różna- po prostu, kto pierwszy ten lepszy!). No i tyle historii tej.

A oto i mój cichobieg w pełniej okazałości:

 

Tagi: przygody i wydarzenia, życie w taipei

skomentuj (1)

Wielkie granie pod gołym niebem 2009-02-24 11:38:32

czyli koncert muzyki pochodzącej z gier komputerowych, granej przez Tajpejską Orkiestrę Symfoniczną. Miał on miejsce w piątek 20 lutego. Zgromadziło się sporo ludzi, a jeszcze więcej nerdów*. Wykonano kawałki między innymi z Mario, Legend of Zelda, Diablo 3, WoW, Final Fantasy VII, Halo 3. Ale nie będę zanudzał faktami - o szczegółach tutaj.

Jednakże moim skromnym zdaniem, event trochę naciągany. Niby wszystko fajnie, ale czegoś bark. Za dużo w tym wszystkim gadania, konkursów i podlizywania się publiczności przez ojca prowadzącego, która z racji swej (w większości) nerdowości nie dawała się porwać byle gadce szmatce. Co jeszcze… wspomnieć trzeba, że muzyka, jako pochodząca z gier nie nadaje się na koncerty plenerowe, pobawić się przy czymś takim ciężko, a przekrój przez cały gatunek powoduje pewnego rodzaju miszmasz nie służący jej kontemplacji.

Pomimo tych wszystkich wad, były to 2 godziny naprawdę dobrej muzyki, a niektóre utwory po prostu wgniatały w ziemię. Wartało to przeżyć i tego doświadczyć, było to naprawdę coś ciekawego.

Na deser 3 foty:

  1. Widownia – cała masa śmiesznych ludzi*

  2. Człowiek będący elementem gry Space Invaders i orkiestra przygrywająca mu do potyczki


  3. Znak naszych czasów – koniec z zapalniczkami, czas na komóreczki

  

Tagi: przygody i wydarzenia

skomentuj (0)

Znaki i tablice - część 1 2009-02-23 19:28:30

Dlaczego w przystani nie wolno śmiecić?
    /Przystań w Kawloon/



Dodam tylko że 1 HK$ to około 0,50 PLN
 

Tagi: wynalazki, znaki i tablice

skomentuj (0)

Xięga
Sznurki i linki:

Inne
En <=> Ch słownik

Video
mój Youtube

Zdjęcia
mój Picasa